wtorek, 15 kwietnia 2014

Pieczeń z Indyka z Jajkiem.... i Zmiany

Już na początku roku napisałam sobie listę potraw do zrobienia przed Wielkanocą, żeby móc podzielić się z Wami przepisami. Lista czekała do okresu przedświątecznego. Niestety tak to bywa w życiu, że możemy snuć sobie najróżniejsze plany, a może się wydarzyć coś, co nam je kompletnie rozwieje. Tak było i w moim przypadku.
Miesiąc temu wybrałam się na badania (źle się czułam i zbierałam się od 2 lat...), okazało się, że mam za wysoki poziom glukozy we krwi :( Mam insulinooporność. Co oznacza u mnie dietę. Nie taką na miesiąc, ale najlepiej na całe życie. Od chwili, w której odczytałam email z wynikami badań, nie wzięłam do ust żadnych słodyczy (ani nic co zawiera w składzie cukier). Razem z Mężem spędziliśmy wiele dni przeszukując internet, żeby dowiedzieć się co mogę jeść, a czego nie mogę. Przyznam - byłam załamana. Z każdym dniem dochodziły nowe zabronione produkty. Już sama nie wiedziałam co mam jeść (mam glukometr i na bieżąco mierzyłam poziom glukozy we krwi, więc widziałam na własne oczy jak cukier szaleje w moich żyłach).
Skończyło się na tym, że mogę spożywać tylko produkty o niskim indeksie glikemicznym (produkty nie powodujące dużego i szybkiego skoku glukozy), ale żeby nie było za łatwo, to muszę się wystrzegać wszystkich produktów mlecznych. Mąki również dobrze byłoby wyeliminować, jednak pozwalam sobie na pół kromki chleba pełnoziarnistego dziennie...
Dla kogoś kto uwielbia gotować i piec ciasta, ciasteczka, to spory cios. Moja pasja... miałam tyle planów, tyle ciast miałam upiec, tyle nowych dań skosztować, które teraz są mi już zabronione. Jednego dnia nawet zapłakałam w pustym domu, nad swym losem. Myślałam, że dopadnie mnie depresja, bo i pogoda za oknem była szara, ja musiałam jeść 5 posiłków dziennie, nie wiedząc co tak naprawdę na nie zjeść, a do tego muszę, po prostu MUSZĘ ćwiczyć każdego dnia (żeby mój organizm uwrażliwiał się na insulinę, której mam za dużo).
Z czasem jednak nastały lepsze dni. Czasem zaświeci słońce, czuć wiosnę, ja testuję nowe przepisy i przekonuję się, że z tej bardzo uszczuplonej listy produktów, również da się zrobić coś smacznego. Do tego jestem zdrowsza i ubrania zrobiły się luźniejsze. Może to dziwne, ale nie tęsknię za słodkim smakiem, za cukrem i wcale nie mam ochoty do niego wracać. To pewnie dlatego, że wiem ile złego robi w moim organizmie. Kiedy o tym jeszcze nie wiedziałam, bywały czasy, że ograniczałam słodycze, jednak zawsze mnie do nich ciągnęło.
Zauważyłam, że już trochę zmienił mi się smak, bo na początku diety masło migdałowe (bez dodatku cukru) miało dla mnie słodkawy smak, a jak zjadłam trochę wczoraj, to było dla mnie zdecydowanie za słodkie! ;)

Teraz kwestia bloga. Na początku myślałam, że to koniec, że nie będę mogła go dalej prowadzić, ale teraz wiem, że są dania z tej "diety", które zasmakują każdemu. Mój Mąż nie narzeka na obiady, wręcz przeciwnie.
Mam nadzieję, że stałych bywalców bloga nie odstraszą zdrowe dania. Ta moja dieta, to nic innego, jak zdrowe odżywianie. Może dzięki temu na Waszych stołach też od czasu do czasu zagości coś zdrowego. I podkreślam zdrowe nie znaczy niesmaczne! Na bloga dalej będą trafiały tylko przepisy, które nam smakują, i które zasługują na to, żebym skorzystała z nich w przyszłości.
Aha i nie bójcie się korzystać z przepisów już zamieszczonych na blogu. To nie od nich się pochorowałam. Insulinooporność jest towarzyszką innej choroby, którą mam już od wielu lat. Tak naprawdę, na tej diecie powinnam być już od dawna, ale nie byłam tego świadoma.

Poniżej podaję Wam przepis na jedyne w tym roku Wielkanocne danie. Może komuś z Was przypadnie do gustu ;)
Ja użyłam do tej pieczeni mięsa z piersi indyka, bo jest najchudsze, ale można użyć też po prostu mielonego mięsa indyczego czy z kurczaka.

Ps. Mam w zapasie jeszcze kilka przepisów na dania, których ja już nie mogę jeść. Po Świętach powinny się pojawić na blogu ;)

poniedziałek, 31 marca 2014

Pierogi Leniwe

Postanowiłam odświeżyć trochę przepis, który znajduje się już na blogu, ale zdjęcia nie zachęcają zbyt mocno do skorzystania z niego. Mam nadzieję, że te zachęcą trochę bardziej ;)
Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam leniwe, bo są proste i szybkie w wykonaniu, a do tego, smakiem przywołują dzieciństwo.

Ps. U nas z tego przepisu wychodzi obiad dla dwóch osób, ale jakiś większy żarłok, mógłby wsunąć wszystkie sam ;)


piątek, 7 marca 2014

Karpatka Malinowa

Tradycyjna karpatka, urozmaicona malinową frużeliną. Ostatnio jem sporo malin. Frużelinę malinową, jadam na przykład z jogurtem naturalnym. Pycha! Albo smaruję nią kanapkę z serkiem philadelphia - też dobre. Dlatego w Karpatce, też nie mogło jej zabraknąć ;) Jak dla mnie, spisała się w niej bardzo smacznie.


Ciasto robiłam już jakiś czas temu, ale przepis wstawiam celowo dzisiaj, żeby było bardziej uroczyście. Otóż dzisiaj jest 5 rocznica naszego ślubu ;) Chyba nie będę oryginalna, jeśli powiem, że wydaje mi się jakby dzień ślubu był wczoraj ;) Trzymajcie kciuki, żebyśmy dotrwali do 10 rocznicy. Żartuję! Nie musicie trzymać, bo akurat z moim Mężem nie będzie to trudne ;)
Jutro jest Dzień Kobiet, więc życzę zaglądającym tu Kobietom, wszystkiego o czym marzą oraz samych sukcesów w kuchennych eksperymentach (tego to akurat i sobie życzę ;) ).


czwartek, 6 marca 2014

Bigos

Przepisów na bigos jest wiele. Każda rodzina ma swój własny, sprawdzony i najlepszy. Lubię bigos mojej mamy, siostra robi podobny. Mój brat wprowadził w nim trochę modyfikacji i też może pochwalić się bardzo smacznym daniem. Ja sama nigdy nie robiłam bigosu z przepisu mamy. Wiem jednak, że nie był on aż tak bogaty jak ten, na który przepis Wam dzisiaj podaję.
Już od dawna miałam ochotę na tą potrawę. Postanowiłam skorzystać z przepisu Macieja Kuronia. Nazwał on go swoim ulubionym, więc stwierdziłam, że na pewno jest warty przygotowania. Nie myliłam się. Bigos wyszedł przepyszny i już mam w planach powtórkę.
Pan Maciej, każe gotować go przez minimum 24 godziny i tak też zrobiłam. Jednak podjadaliśmy go już wcześniej, bo nie można się było oprzeć zapachowi rozchodzącemu po domu. Potem z każdym podgrzaniem smak stawał się bogatszy i jeszcze bardziej bigosowy.
Bigos, to potrawa, która lubi dojrzewać, czyli z czasem staje się coraz smaczniejsza (a nam starczyło go na parę dobrych dni).
Szczerze Wam polecam ten przepis. U mnie w domu będzie on przepisem, którego szybko nie zamienię na inny, jeśli w ogóle kiedykolwiek to zrobię.